Musiałabym je trzymać w sejfie, żeby ich nie dosięgnęła. Ona wszędzie wejdzie, otworzy każdą szafkę, nawet zabezpieczoną. Na razie zamykamy łazienkę na klucz, a klucz pod poduszkę. Serio. W kuchni wszystkie systemy zabezpieczeń opanowała. Tak, mogłabym każdorazowo wchodzić po cukier, mąkę czy makaron po drabinie, ale to chyba nie o to chodzi. Zresztą już jej przechodzą produkty z kuchni, a klucz pod poduszką póki co działa. Teraz jak to piszę to chyba jest jedna z niewielu rzeczy typu "niegrzeczne dziecko", co bardzo mi przeszkadza, bo ogólnie jest bardzo kochana. Wykonuje polecenia, ogarnie siebie i otoczenie, nie jest taka ciężka w obsłudze. Tylko ta miłość do ściskania, duszenia, wyciskania różnych tekstur mnie przyprawia o siwe włosy. Prawda, że ja już od niej starsza drapalam wszystkie gładkie plastikowe powierzchnie typu zakrętki, zgryzałam przyciski w pilotach (naprawdę!), a o tym jak ciotce wykruszyłam paletę do makijażu nie przyznam się nikomu w realu, bo do dzisiaj mi wstyd. W latach 90., wyobraźcie sobie paleta do makijażu? Wstyd na całe miasto...