Dzień dobry, a raczej dobry wieczór:-)
Aleście naklepały od wczoraj... Przynajmniej jest co poczytać
Maleńkie krostki na policzkach i ramionkach.
Hmmm... Pisałam już, że Kubi ma coś takiego i lekarka zakwalifikowała to jako łojotokowe zapalenie skóry? Zmiany stają się bardziej widoczne na jesień, także wtedy, kiedy maluch się bardziej poci - latem, gdy jest upalnie albo jak na dworze jest taka pogoda, że w cieniu zimno a w słońcu gorąco, a jeszcze przy tym pobiega. Maści nie bardzo pomagają. Jest to związane z alergią i lekarka stwierdziła, że jedynym sposobem pozbycia się w 100 proc. tych krostek jest całkowite odstawienie przetworów mlecznych ale takie totalne, żadnego mleka, serów, serków, jogurtów, naleśników słowem niczego, co by miało w sobie mleko krowie. U nas właśnie mleko jest głównym winowajcą. Uznałyśmy jednak z lekarką, że te krostki nie są jakoś szczególnie uciążliwe, nie swędzą, więc nie ma sensu zaprowadzać tak ścisłej diety, żeby się ich pozbywać tak drastyczną metodą. Bardziej zaszkodziłaby bowiem Kubie dieta pozbawiona w zupełności nabiału, wapna itd. niż te krostki.
Wiesz co chyba sie nie szczepilismy przeciwko temu wirusowi. Niepokoją jednak mnie te kupy. Nadal mały robi 5-6 dziennie. Za każdym razem jak coś zje to po godzince wszystko jest w pieluszce nie strawione.
Jutro idziemy do lekarza.
I jak u lekarza? Trochę to niepokojące, że biegunka nie ustępuje. To już kilka ładnych dni, prawda? Mam nadzieję, że maluch się nie odwodni i nie będziecie musięli iść do szpitala... Tfu, tfu! U Tymka biegunka rotawirusowa trwała tydzień, było nawet 10-12 kupek w ciągu doby. Miał wtedy 7 m-cy. Na szczęście także nie wymiotował i ładnie pił, dzięki czemu uniknęliśmy niebezpiecznego odwodnienia. Cały czas byliśmy pod kontrolą pediatry ale Tymo nie reagował na kolejne leki przeciwbiegunkowe, nawet na nifuroksyzad czy jakoś tak. Wreszcie po tygodniu pediatra wysłała nas do szpitala. To była sobota i jak się okazało, ostatni dzień biegunki. Następnego dnia rano Tymek obudził się z elegancką wysypką wirusową, a w badaniu kału wyszły rotawirusy i jakieś tam bakterie. Dwa dni później wróciliśmy do domu.
choroby ciag dalszy... :-(
atru bylas w moim rodzinnym miescie
Dużo zdrówka życzę, kochana. O, widzisz, kolejna prawie ziomalka;-):-) Często bywam w Jeleniej, tutaj moja firma ma oddział, tutaj też jako dziecko leczyłam się w klinice okulistycznej (w Cieplicach), ten kierunek obieramy najczęściej wybierając się w Karkonosze albo w Izery. Tylko nie mogę jeździć autobusami, bo drogi kręte jak nie wiem i moja choroba lokomocyjna tego nie trawi;-):-)
Artu super ze jeszcze masz dzien wolny za to szkolenie, fajnie ze spedzilas milo czas ze stara gwardia
a dzien wolny najlepiej zarezerwuj na jakis meczyk
He, he, właśnie, że też nie wpadłam na ten pomysł sama
Ale już nie dam rady, bo odebrać muszę do końca miesiąca. Może wezmę 31-go, to będę miała swój długi weekend.
Witajcie BaBony zlote!
J dzis pojechal...a ja ( i on) naladowalismy bateryjki ze hej! Bylo bardzo bardzo milo, czule..i w ogole tak jak powinno byc w kochajacej sie rodzince. J ma za skora ale ma tez wiele, wiele zalet..i checi. Moze za bardzo tu go oczernialam...W kazdym razie przez weekend czulam sie jak krolowa:-)
A i Stasiek wyczul positive vibrations bo jest grzeczny od kilku dni ze
. tsss zeby znow nie zapeszyc ale jest naparwde spokojnie i radosnie.
Hruda - nikogo nie oczerniałaś, po prostu pisałaś co czujesz w danym momencie. Każda z nas musi się w takich sytuacjach wygadać, a że czasem pojedziemy po bandzie... Kto nie jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień;-):-) Co do twojego J to bardzo się cieszę, że pomiędzy wami zaświeciło słoneczko. Oby już tak zostało, bo zasługujesz na szczęście i na to, by jak najczęściej czuć się po królewsku
u nas jakoś się kręci. Paweł dzielnie się przedszkoluje, Łukasz fika radośnie, jeszcze sam nie chodzi, sporo gaduli, ładnie je. Zębów ma 6 szt i włąśnie idą następne, bo pojawił się ślinotok oraz katar
Hej, Asiu! U mnie podobnie - Kuba przedszkolak, a Tymo na służbie u babci. Najmłodszy w rodzinie też jeszcze samodzielnie nie chodzi, gęba mu się nie zamyka. Co do ślinotoku, to identycznie - co zmienię koszulkę to zaraz do pasa mokra, bo przecież śliniak przeszkadza i trzeba go zdjąć jak najprędzej. Zębów 5 szt ale idą następne. Trzymajcie się cieplutko i zaglądaj do nas od czasu do czasu!
a teraz mam jak to Atru ładni enapisała przesilenie jesienne. brak słońca źle na mnie działa
dziś tak usypiałam Szymka że sama zasnęłam z nim i ledwo wstałam żeby tu zajrzeć i się kąpnąć
wczoraj B wyciągnał mnie na dyskotekę (robili we wsi w remizie) ale to nie dla mnie byłam tam godzinę masakra sama techniawa i pełno pijanych małolatów jakby posprawdzali dowody to za wiele osób by nie zostało
miałam mężowi zrobić na kolacje (23) jak wróci z pracy pulpeciki ale mi się nie chce
i musze pochwalić Wiki ładnie już na czworaczkach schodzi ze schodów już nie idzie na złamanie karku tylko powoli tyłem jak weszła tak zchodzi jestem z niej dumna
i brakuje mi cierpliwości dla Szymka
Oj, kochana ty moja... Przemęczenie i tyle. A co z tym twoim pierworodnym się dzieje? Może zabawimy się w Supernianię?;-):-) Ty napiszesz, co się dzieje, a my wspólnie wymyślimy jakieś sposoby na okiełznanie Szymka:-)
Czy tylko moja corcia jeszcze nie chodzi?Wstaje wszedzie,chodzi trzymajac sie mebli,chodzi naokolo stolu, do kanapy, do fotela, ale zawsze musi sie czegos trzymac.Puscic sie jeszcze nie chce!
Nie tylko. Tzn. mój synek też jeszcze woli raczkować niż pójść na całość. Ze dwa trzy razy przebiegł po kilka kroczków bez trzymanki ale nie żeby chciał to częściej powtarzać. Dzieci, które raczkują później zaczynają samodzielnie chodzić, bo raczkowanie zaspokaja ich potrzebę poruszania się.
Mnie chyba coś bierze, bo od wczoraj jakoś tak dziwnie się czuję, taka połamana. Maciuś trochę pospał i myślałam, że ja też się zdrzemnę, ale tylko sobie poleżałam, choć i tak lepiej się czuję. Zaraz się na spacerek przejdziemy, choć dziś chyba zimno jest.:-
wściekła/y:
Uuu, Majandra, nie daj się choróbsku!
A ja mam chwilę zwątpienia jesli chodzi o pomysł o drugim dziecku, mamy sporo nauki na studiach, jakoś te pierwsze nie były takie wymagające, ale te w końcu inżynierskie, matematyka, a zwłaszcza fizjologia mnie dobijają. Czy ja sobie poradzę z dwójką maluchów? I tak sie porwę na ciążę, ale widzę to mniej optymistycznie. W końcu nigdy nie ma dobrego momentu na dziecko.....
No z drugim maleństwem na pewno łatwo nie będzie, tym bardziej studentce. Chociaż jak nie spróbujesz to się nie dowiesz, czy dasz radę. Zegarek biologiczny tyka i być może później nie będzie już szansy na zostanie po raz drugi mamą... Różnie to bywa. Ja poszłam na żywioł i stwierdziłam, że co ma być to będzie. Uznałam, że życie samo się ułoży. Wiedziałam tylko, że nie chcę być matką jedynaka. No i że studia nie zając.
WItam dziewczyny,
Wlasnei przeczytałam ze Klavell postanowila wziac opiekunke, i tak sobie mysle, ze choc jestem cieta na moja tesciowa i czasami (dosc czesto) mamy inne zdanie na temat wychowania Filipa to w sumie ciesze sie ze Filip jest z babcia a nie obca kobieta, przynajmniej jestem w pracy spokojna o niego i naprawde wiem ze jest z osoba ktora go Kocha (i przy okazji jest nadopiekuncza no ale to tylko szczegoł;-))
Wiam ze czasami nie ma wyjscia i opiekunka to jedyne rozwiazanie, ale nie wiem co ja bym zrobila, naprawde nie wiem.
Kuba miał przez rok nianię, bo babcie się wypięły, a do żłobka takiego malucha nie miałam serca oddać. Trafiliśmy świetnie, bo opiekunka okazała się ekstra babeczką (40 lat), miała doskonały kontakt z moim synkiem, wiele go nauczyła, przy niej rozwijał się naprawdę w imponującym tempie, głównie jeśli chodzi o naukę mówienia. Bardzo przykro mi było, kiedy się rozstawałyśmy. Strasznie się przywiązała do Kuby i do tej pory zaczepia nas na ulicy, chociaż Kuba już jej nie pamięta.
No i muszę kończyć. Na razie. Może jeszcze zajrzę, ale teraz muszę kłaść Kubę.
Papatki i pozdrówki!