Ja do tego podchodzę trochę inaczej

Każdy po stracie może mieć nerwy w konkretnym momencie. Jeżeli zbadanie tej bety sprawia, że na tydzień stres mija, to ja bym robiła, na zdrowie. W sensie dla mnie kasa tutaj nie gra roli, ważniejszy jest mój spokoj. Ale tylko wtedy, jeżeli wynik ten spokój zapewnie tzn, jeżeli potem nie ma wlasnie 50 pytań o to, czy przyrost jest na pewno dobry i czy nie powiniej być większy.
Ja w ciązy po stracie w pewnym momencie byłam u lekarza co tydzień, bo zjadały mnie nerwy. Tylko u mnie to byłonw dalszych tygodniach, beta mnie nie interesowała

i dawało mi to spokój na kolejny tydzień. Jak zaczynalam się niepokoić to szłam. Albo dzwonilam do terapeutki. Myslę, ze w kolejnej ciązy też bym chodzila częściej, bo pewnie sprawdzałabym obsesyjnie długość szyjki

tak że dla mnie zrozumiałe, ale bez przegięc i bez nakręcania się.