Cześć dziewczyny!
Czytam forum i cieszę się, że wiele z Was ma zdrowe dzieci
Ja również dołączam do grupy. Mam 26 lat, to moja pierwsza ciąża. Jestem po amniopunkcji, na której przeżyłam horror.
Wskazania nt 4 mm i niewidoczna kostka nosowa. Skierowano mnie na amniopuncję jeszcze przed wynikami testu podwójnego, te wyniki miałam odebrać i skonsultować przed samym zabiegiem. Trafiłam na lekarza, który nie powinien wykonywać swojego zawodu. Po wejściu powiedział, że wyniki są fatalne i że nasze dziecko na pewno będzie chore, teraz sprawdzamy jedynie jak bardzo. Dostałam szału, a mój mąż miał łzy w oczach i zapytał jakie jest prawdopodobieństwo. Odpowiedziałam w tej furii za lekarza, żeby nie pytał, bo to tylko statystyka i bardziej się zmartwi, a nasze dziecko będzie ZDROWE. Lekarz mnie wyśmiał.
Samo badanie wykonane jak na jakimś zwierzęciu, kiedy weszłam do gabinetu lekarz rozmawiał przez telefon, a ja powiedziałam do pielęgniarki, że muszę się jeszcze wysiusiać (wiedziałam, że po amnio muszę poleżeć, a korzystam z łazienki bardzo często), a ona... się nie zgodziła, bo lekarz nie będzie czekał. Dodam, że toaleta była przy gabinecie zabiegowym. Powiedziałam, że muszę skorzystać i wyszłam. Jak wróciłam lekarz nadal rozmawiał przez telefon, a ja miałam się położyć... To był ten sam człowiek, z którym rozmawiałam o wynikach testu podwójnego. Bez słów zaczął robić usg. Po drodze weszli studenci, rozmawiali, śmiali się i zostawili otwarte drzwi. Po mojej interwencji lekarz z przekąsem zapytał czy się zgadzam na ich obecność, odpowiedziałam, że tak o ile będzie spokojnie, bo bardzo się denerwuję. Lekarz wbił igłę po raz pierwszy. Płyn nie chciał lecieć, zaczął kręcić igłą i mówić, żebym się nie ruszyła i że wie, że to boli. Kiedy wyjął igłę - byłam załamana brakiem płynu. Lekarz powiedział, że spróbuje drugi raz, zapytałam czy to bezpieczne. Powiedział, że powinno się kłuć raz, ale że jestem przyjezdna, to szkoda nie zrobić tego drugi, że powinnam się zgodzić, bo moje dziecko jest chore. Wbił się drugi raz - sytuacja bez zmian, płyn owodniowy nie leciał. Lekarz wiercił i wiercił, ból był naprawdę duży. Oczywiście bez skutku. Po wyjęciu igły powiedział, że zostanę w szpitalu i że za dwa dni powtórzymy amniopunkcję, po czym zauważył w sali obok (dwie sale rozdzielone przesuwnymi drzwiami) innego lekarza. I od tej chwili wszystko działo się bardzo szybko. Przyszedł drugi lekarz, pierwszy powiedział jaka jest sytuacja, drugi nie przedstawił się, nie umył rąk, tylko usiadł przy usg i wbił igłę po raz trzeci z taką siłą, że zaczęły lecieć mi łzy, cała się trzęsłam i brakowało mi oddechu. Szybko otworzono okno, pamiętam jak przez mgłę pytanie "jak masz na imię", ale tym razem pobrano płyn do badania. Reszty historii nie mam nawet siły opisywać, w każdym razie po tym "fachowo" wykonanym zabiegu leżałam cztery kolejne dni w szpitalu ze skurczami, podawaną luteiną i 7 wielkimi siniakami na brzuszku.
Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie miałam wyrzuty sumienia, gdy miałam skurcze, że nie zareagowałam na 3 ukłucie, ale wszystko działo się tak szybko, a ja byłam w ogromnym stresie. Najgorsze jednak były słowa i niekompetencja lekarza, który bez mrugnięcia okiem wygłosił "dziecko jest chore", a nie miał w tym momencie do tego prawa, nawet gdyby okazało się później, że ma rację. A przecież "po pierwsze nie szkodzić"...
Amniopunkcję wykonałam ze względu na przygotowanie się do porodu (odpowiednie miejsce, szybka pomoc dla dzidzi) i ewentualne operacje synka w moim brzuchu, nie ze względu na możliwość terminacji. Chcemy dać synkowi tyle czasu, ile dostanie go od Boga. Piszę o tym dlatego, że wydawało mi się egoizmem nie robić tego badania, a jak pewnie się domyślacie - po amniopunkcji żałowałam decyzji, zwłaszcza kiedy słyszałam, że niepotrzebnie robiłam zabieg, skoro "nie chcę usunąć"...
Na ten moment zaczynam 19 tc. Od amniopunkcji minęło 2,5 tygodnia. Dziś byliśmy na usg - nadal nie widać noska i jest niewielki obrzęk, ale mój lekarz powiedział, że jeżeli dziecko jest bardzo chore to obraz usg jest znacznie, znacznie gorszy. Zastanawiam się, czy chciał mnie pocieszyć, czy faktycznie tak jest...
Jest nam strasznie ciężko, ciągle płaczę, a jeśli nie ja - to mąż. Tak bym chciała, żeby Miki był zdrowy... Wiem, że wszystkie mnie tu rozumiecie.
Może dodam jeszcze, że amniopunkcję robiłam w Szpitalu Biziela w Bydgoszczy. Dostałam również skierowanie na echo dzidzi do Szpitala Miejskiego w Bydgoszczy, ale jeszcze się nie umówiłam.
Dziewczyny, dzisiejsza informacja o braku nb strasznie mnie zmartwila, czy któraś z Was nie widziała jeszcze kostki nosowej około 19 tc? Czytałam, że 3% dzieci ma widoczną kostkę po 20 tc... Czy któraś z Was miała taką sytuację?
Przytulam Was mocno i trzymam kciuki, żebyśmy dostały dobre wyniki, a tym z nas, które nie mają lub nie będą miały tyle szczęścia życzę dużo, dużo siły.