reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

  • Każda z nas wita styczeń z nadzieją i oczekiwaniem. Myślimy o tym, co możemy osiągnąć, co chcemy zmienić, kogo kochamy i za kogo jesteśmy wdzięczne. Ale niektóre z nas mają tylko jedno pragnienie – przetrwać, by nadal być przy swoich bliskich, by nadal być mamą, partnerką, przyjaciółką. Taką osobą jest Iwona. Iwona codziennie walczy o swoje życie. Każda chwila ma dla niej ogromne znaczenie, bo wie, że jej dzieci patrzą na nią z nadzieją, że mama zostanie z nimi. Każda złotówka, każde udostępnienie, każdy gest wsparcia przybliża ją do zwycięstwa. Wejdź na stronę zbiórki, przekaż darowiznę, podziel się informacją. Niech ten Nowy Rok przyniesie szansę na życie. Razem możemy więcej. Razem możemy pomóc. Zrób, co możesz.
reklama

Odpowiedz w temacie

Imie: Joanna

 Wiek: ur 1979r

 Nasze dziecko: Aniołek

[*] Wojtuś - 14.01.11 (17tc)

 Miejsce zamieszkania: Żory

 Praca: pracownik administracji samorządowej

 Mąż: Daniel


Małżeństwem jesteśmy 4,5 roku. Właściwie od początku głośno i wyraźnie  mówiliśmy, że nie chcemy mieć dzieci. Przerażała nas odpowiedzialność za  drugiego człowieka i paraliżował strach czy damy sobie radę jako  Rodzice.

Kiedy w październiku zeszłego roku okazało się, że jestem w ciąży,  zamiast radości pojawił się strach. I co teraz będzie - myślałam, jak my  sobie z tym wszystkim poradzimy. Na domiar złego cały czas wymotywałam,  miałam nudności, byłam wycieńczona.

Co prawda w miarę upływu czas, kiełkowało we mnie nowe, nieznane mi  dotąd, uczucie. Zaczynałam odkrywać, że pomimo ogromnego strachu, rodzi  się we mnie ... miłość. Inna niż do Męża. Taka bardzo intymna, silna,  "prawdziwa". Z każdym dniem akceptowałam i kochałam moją małą Cytrynkę  coraz bardziej. Czytałam bajeczki, słuchaliśmy muzyczki relaksacyjnej,  "gilgotałam" Dzidziusia. Było fantastycznie... niestety do czasu.

Kiedy 07.01. szłam do lekarza nie spodziewałam się usłyszeć niczego  złego - co prawda nie przytyłam w ciąży, ale nie martwiłam się tym - 4  miesiące wymiotuję, więc to chyba normalne...

W trakcie badania USG lekarz zapytał czy jest ze mną mąż, gdyż mamy  poważny problem i chciałby z nim pogadać. Niestety byłam sama, więc  dowiedziałam się, że Dzidziuś ma za duże serduszko w stosunku do ogólnej  swojej masy, a ponadto mam małowodzie (brak dodatkowych kilogramów  u mnie), co sugeruje brak nerek u Maleństwa. Lekarz od razu umówił mnie  na konsultacje u innego specjalisty i w tym samym dniu potwierdzona  została agenezja nerek.


Nie muszę nikomu mówić jak się czułam i przez co przechodziłam. Lekarze  powiedzieli, że bez nerek nie można żyć, więc właściwie nie czekałam na  cud. Chciałam, aby moje Maleństwo ostatnie dni spędziło "bez stresów",  więc robiłam wszystko aby wewnętrznie się uspokoić.

We wtorek miałam umówione badanie tzw. echo serca, aby stwierdzić  na ile Dzidziuś daje sobie radę z ww. wadą. Niestety podczas badania  wyszło, że serduszko już nie bije. W środę dostałam się do szpitala,  gdzie po ogromnej dawce lekarstw, 14.01. urodziłam naszego Wojtusia.


Nie wiem jakbym przeszła przez to wszystko, gdyby nie Mąż. Jest dla mnie ogromnym wsparciem.

Dzięki Niemu mam świadomość, że damy radę i że wszystko co dobre dopiero przed nami.


Do góry