Imie: Joanna
Wiek: ur 1979r
Nasze dziecko: Aniołek
[*] Wojtuś - 14.01.11 (17tc)
Miejsce zamieszkania: Żory
Praca: pracownik administracji samorządowej
Mąż: Daniel
Małżeństwem jesteśmy 4,5 roku. Właściwie od początku głośno i wyraźnie mówiliśmy, że nie chcemy mieć dzieci. Przerażała nas odpowiedzialność za drugiego człowieka i paraliżował strach czy damy sobie radę jako Rodzice.
Kiedy w październiku zeszłego roku okazało się, że jestem w ciąży, zamiast radości pojawił się strach. I co teraz będzie - myślałam, jak my sobie z tym wszystkim poradzimy. Na domiar złego cały czas wymotywałam, miałam nudności, byłam wycieńczona.
Co prawda w miarę upływu czas, kiełkowało we mnie nowe, nieznane mi dotąd, uczucie. Zaczynałam odkrywać, że pomimo ogromnego strachu, rodzi się we mnie ... miłość. Inna niż do Męża. Taka bardzo intymna, silna, "prawdziwa". Z każdym dniem akceptowałam i kochałam moją małą Cytrynkę coraz bardziej. Czytałam bajeczki, słuchaliśmy muzyczki relaksacyjnej, "gilgotałam" Dzidziusia. Było fantastycznie... niestety do czasu.
Kiedy 07.01. szłam do lekarza nie spodziewałam się usłyszeć niczego złego - co prawda nie przytyłam w ciąży, ale nie martwiłam się tym - 4 miesiące wymiotuję, więc to chyba normalne...
W trakcie badania USG lekarz zapytał czy jest ze mną mąż, gdyż mamy poważny problem i chciałby z nim pogadać. Niestety byłam sama, więc dowiedziałam się, że Dzidziuś ma za duże serduszko w stosunku do ogólnej swojej masy, a ponadto mam małowodzie (brak dodatkowych kilogramów u mnie), co sugeruje brak nerek u Maleństwa. Lekarz od razu umówił mnie na konsultacje u innego specjalisty i w tym samym dniu potwierdzona została agenezja nerek.
Nie muszę nikomu mówić jak się czułam i przez co przechodziłam. Lekarze powiedzieli, że bez nerek nie można żyć, więc właściwie nie czekałam na cud. Chciałam, aby moje Maleństwo ostatnie dni spędziło "bez stresów", więc robiłam wszystko aby wewnętrznie się uspokoić.
We wtorek miałam umówione badanie tzw. echo serca, aby stwierdzić na ile Dzidziuś daje sobie radę z ww. wadą. Niestety podczas badania wyszło, że serduszko już nie bije. W środę dostałam się do szpitala, gdzie po ogromnej dawce lekarstw, 14.01. urodziłam naszego Wojtusia.
Nie wiem jakbym przeszła przez to wszystko, gdyby nie Mąż. Jest dla mnie ogromnym wsparciem.
Dzięki Niemu mam świadomość, że damy radę i że wszystko co dobre dopiero przed nami.