Hej! Od przeszło dwóch lat staramy się z partnerem o dziecko, wykonywano mi badania hormonalne, wyniki wyszły ok. Mam insulinooporność. Od wielu miesięcy pojawia się u mnie ten sam problem - skrzepów/nabłonków/plamień od owulacji do wystąpienia miesiączki. Choć nie mają miejsca w każdym cyklu. Ogółem owulacja jest dla mnie 10x bardziej dokuczliwa od miesiączki. Na tydzień przed czuję kłucie po prawej stronie (za każdym razem owulację mam właśnie z tego jajnika), na dzień przed odczuwam koszmarną migrenę i zaczynają się problemu z oddawaniem moczu - czuję parcie na pęcherz, kłujący/pulsujący ból po prawej stronie, siusiam niewielką ilość i ból łagodnieje. I tak aż do momentu nadejścia owulacji.
Rozmawiałam o tym z lekarzem, powiedział, że mój prawy jajnik jest tak umiejscowiony, że jest praktycznie za macicą, na środku. Nie umiał natomiast ustosunkować się do tego, czy może mieć to wywierać jakiś wpływ na pęcherz.
Wczoraj wypadała moja owulacja, wcześniej lekarz widział pęcherzyk oraz żadnych nieprawidłowości: każdy ruch powodował ból w stylu kolki w miejscu jajnika, czułam wzdęcie i wiedziałam, że pęcherzyk niebawem pęknie. Parcie na pęcherz przyspieszyło, w toalecie byłam co kwadrans. Usiadłam gwałtownie na sedesie, poczułam ukłucie, zamdliło mnie, zakręciło się w głowie, oddałam mocz, a po wstaniu moim oczom ukazało się to, co na zdjęciu (z braku lepszego określenia, uwaga, drastyczne ). Później nie było już żadnych plamień, choć pozostało jeszcze trochę tkliwości w dole brzucha. I nie jest to u mnie sytuacja nietypowa, wg lekarza plamienia okołoowulacyjne są normalne, zdarzają się. Tylko ja nie wiem czy można to nazwać plamieniem?
Mam takie niezręczne pytania: może któraś z Was podobnie przechodziła owulację, coś mi doradzi? Czy taką owulację można w ogóle uznać za udaną? Skąd taka ilość krwi czy dziwnych nabłonków? A najgłupsze i nigdzie nie znalazłam odpowiedzi - skąd pewność, że komórka jajowa zostaje wychwycona przez strzępki jajowodu, a nie zostaje wydalona wraz z tym co na foto?
Rozmawiałam o tym z lekarzem, powiedział, że mój prawy jajnik jest tak umiejscowiony, że jest praktycznie za macicą, na środku. Nie umiał natomiast ustosunkować się do tego, czy może mieć to wywierać jakiś wpływ na pęcherz.
Wczoraj wypadała moja owulacja, wcześniej lekarz widział pęcherzyk oraz żadnych nieprawidłowości: każdy ruch powodował ból w stylu kolki w miejscu jajnika, czułam wzdęcie i wiedziałam, że pęcherzyk niebawem pęknie. Parcie na pęcherz przyspieszyło, w toalecie byłam co kwadrans. Usiadłam gwałtownie na sedesie, poczułam ukłucie, zamdliło mnie, zakręciło się w głowie, oddałam mocz, a po wstaniu moim oczom ukazało się to, co na zdjęciu (z braku lepszego określenia, uwaga, drastyczne ). Później nie było już żadnych plamień, choć pozostało jeszcze trochę tkliwości w dole brzucha. I nie jest to u mnie sytuacja nietypowa, wg lekarza plamienia okołoowulacyjne są normalne, zdarzają się. Tylko ja nie wiem czy można to nazwać plamieniem?
Mam takie niezręczne pytania: może któraś z Was podobnie przechodziła owulację, coś mi doradzi? Czy taką owulację można w ogóle uznać za udaną? Skąd taka ilość krwi czy dziwnych nabłonków? A najgłupsze i nigdzie nie znalazłam odpowiedzi - skąd pewność, że komórka jajowa zostaje wychwycona przez strzępki jajowodu, a nie zostaje wydalona wraz z tym co na foto?